Zaloguj się

Ostatnie wpisy / Archiwa

Dezynfekcja, Dezynsekcja

W piątek wysłałem do kilku firm zajmujązych się DDD (Dezynfekcja Dezynsekcja Deratyzacja) następujące pytanie:

Witam.
Remontuję mieszkanie nad którym gołębie urządziły sobie dziki
gołębnik. W tej chwili ptaki zostały usunięte i większość pozostałości
po nich razem z nimi.
Natomiast przed zamknieciem tej przestrzeni chcemy ją zdezynfekować
i usunąć resztę insektów (wołki zbożowe).
Czy wykonujecie Państwo taką usługę i jakie byłyby przybliżone jej koszty?
(wymiar pomieszczenia to około 2.5×2.5 m).

Dziś dostałem odpowiedź – jedną, ale za to konkretną:

Przedstawiciel firmy P.H.U. Rolfum odpowiedział tak na moje pytanie:


Witam.
Wykonanie usługi na tak małej przestrzeni przez firmy DDD
jest bardzo nieekonomiczne (dojazd, czas dojazdu, usługa, preparat).
[...]
W Pana przypadku najbardziej zasadne byłoby wykonanie oprysku we własnym
zakresie jednym z preparatów kontaktowych do dezynsekcji (np. K-Othrine dostępny w sklepach ogrodniczych w małych opakowaniach 30ml).
Dezynfekcję można wykonać dowolnym ogólno dostępnym preparatem
z chemi gospodarstwa domowego (np. Domestos).
Sprzęt - w przypadku braku jakiegokolwiek opryskiwacza ręcznego - zraszacz
do kwiatów - do kupienia w sklepach ogrodniczych za kilka PLN.
W pierwszej kolejności należy wykonać zabieg dezynsekcji (insekty), a następnie dezynfekcji (wirusy i bakterie).

Naprawdę jestem mile zaskoczony !

Niemiłe natomiast jest to, że sam będę musiał to guano czyścić.

 poniedziałek, 4 lipca 2005 r. · Mieszkanie · Brak komentarzy

Podłoga skończona !

Ufff !!!. Wreszcie skończyliśmy podłogę. Oczywiście nie w całym mieszkaniu, a w salonie, kuchni, garderobie i sypialni (i to też nie w 100% – do położenia zostały nam jeszcze dwie płyty).

Oprócz kładzenia płyt OSB, Agata zaczęła już obmurowywać komin — tam gdzie przykryje go podłoga. Trzeba było uzupełnić zaprawę pomiędzy cegłami i wyrównać dziury — tak aby można było położyć wełnę mineralną, rury w otulinach i przykręcić na to płyty podłogowe.

W tym czasie Romek, choć po nocy spędzonej w pracy niezbyt się wyspał — pilnuje teraz nocami poduchy na plaży — zaczął wynosić gruz z łazienki. I tak nie ma co narzekać – przyjechaliśmy do Sopotu około 11 i w dodatku przywieźliśmy mu jedzenie.
Zniósł parenaście wiader i miał dość — trochę jeszcze nam pomagał w ale chyba rzeczywiście był zmęczony.

Najlepszy motyw i tak Romek wykonał z kasą. Jak zwykle zresztą 🙂 .
Rano, gdy tylko przyszliśmy przyniósł Agacie 10PLN i powiedział, że to połowa jego zarobku z nocki i że honorowo, tak jak obiecał, oddaje. Gdy wychodził po paru godzinach mówi tak:
– Szefowa, będę jechał do Wrzeszcza. Bilet kosztuje 9 zł, a ja mam tylko 5 pożycz mi do 9 złotych !!!
Myślałem, że Agata się posika ze śmiechu jak to usłyszała. Wykonała typowy ROTFL :rotfl:

Do domu wróciliśmy jak na nas wcześnie — około wpół do 21. Po położeniu ostatniej płyty nawet nie sprzątaliśmy. Posiedzieliśmy tylko trochę odpoczywając i planując dalsze prace.

Teraz musimy zrobić sobie dokładny plan działania na najbliższe dni i tygodnie. To będzie czas cięzkiej pracy. Prawdopodobnie będziemy do Sopotu jeździć codziennie.

 sobota, 2 lipca 2005 r. · Mieszkanie · Brak komentarzy

Kominiarze

Dobra rada od Agaty
Gdy umawiasz się z fachowcem na konkretną godzinę, zadzwoń do niego przynajmniej godzinę wcześniej. On na pewno zapomniał, albo przełożył spotkanie na inny termin bez powiadomienia Ciebie. Gdy do niego zadzwonisz to się zmobilizuje i może przyjedzie w terminie

Umówiliśmy się na dziś z kominiarzem. Miał być między 9 a 10.

Przyjechaliśmy tuż po 9 i w/g wskazówek Agaty zadzwoniłem do niego i spytałem się kiedy będzie.
– Będę między 10 – 10:30 – mówi
– Przecież umawialiśmy się między 9 i 10, później nie możemy.
– A gdzie pan jest ?
– W mieszkaniu i czekam na Pana !
– To niech pan czeka, zaraz będę.
O dziwo zaraz przyjechał.

Panowie (bo było ich dwóch) przyjechali żółtym samochodem. Ładnie wyglądał ten ubrany w strój kominiarski na żółtym tle. Wdrapali się na górę i po krótkie dyskusji „a czego byście chcieli” stwierdzili.
– To postawcie sobie te kominy jek chcecie, a potem przyjdźcie do nas my wam postawimy pieczątkę.

Dali nam numery telefonów do fachowców od gazu i sobie poszli. No dobrze – to robimy tak jak nam wygodniej 🙂

 czwartek, 30 czerwca 2005 r. · Mieszkanie · Brak komentarzy

Nie mamy już dużego pokoju :-(

Niestety, Agata przegladając tego bloga zauważyła, słusznie zresztą, że nie mamy dużego pokoju. Nasze wszystkie pokoje są małe 🙂
ale za to mamy salon

Kilka jej następnych uwag to:

  • za dużo błędów
  • Piszę to tak jakbyśmy tam nic nie robili – a my przecież zasuwamy jak mróweczki
  • nic nie uzupełniam historii
  • za mało zdjęć

A przecież Ona też może publikować posty …

 czwartek, 30 czerwca 2005 r. · Mieszkanie · Brak komentarzy

Uff – jak gorąco!

Co to był za dzień !!! Ukrop lał się z nieba niemożebnie, a my nad sobą mamy tylko deski pokryte papą. W taką pogodę jak dziś temperatura w mieszkaniu przekraczała chyba 40 stopni. Nam to nie przeszkadzało, W upał po prostu trzeba pracować wolniej. Jakoś tam daliśmy radę.

Najpierw trzeba było do Sopotu dojechać. W samochodzie na desce rozdzielczej można byłoby usmażyć jajecznicę. Już po drodze zastanawiałem się co będzie się działo na miejscu. A na miejscu … nie było tak źle. Musiałem co prawda zacząć robotę od wyciągnięcia butelki z wodą (a po chwili oczywiście kawy), ale powolutku powolutku jakoś się robota rozkręcała.

Najpierw zabraliśmy się z prostowanie podłogi. Trzeba było wyciągnąć strug i delikatnie, żeby nie uszkodzić ostrza strugać po parę milimetrów z miejsc wyznaczonych przez Agatę. Oczywiście nie obyło się bez najechania na jakieś gwożdzie czy złośliwie przez „kogoś” wbite zszywki. Gdy skończyliśmy zrobiło się już chłodniej. Tak jakby za chwilę miał lunąć deszcz. Przez otwarte na oścież okna wpadały podmuchy świeżego powietrza i pracowało się od razu przyjemniej.

Po wyrównaniu belek zabraliśmy się za zwykłą ostatnio pracę – dociąć poprzeczki między belki, przykrącić do nich kątowniki, dopasować do płyty, przybić do belek, następnie ściągnąć płytę, dociąć wełnę mineralną, położyć wełnę, na płycie narysować jak idą pod nią rury, belki itd., położyć płytęi przykręcić ją paroma śrubami – tak by się nie ruszała. Oczywiście łatwo to tak napisać, ale w życiu juz tak prosto nie jest. Zmęczeni po całym dniu zorientowaliśmy się, że na właśnie przykręconej płycie nie narysowaliśmy jak pod nią idą rury. Ja co prawda mniej więcej pamiętqałem, ale Agata nie była pewna. I dla jej spokojnego snu trzeba było odkręcać sprawdzać czy nie przewierciliśmy niczego i jeszcze raz przykręcać. Samo życie 🙂

Agatka była już tak zmęczona, że nie zauważyła gdzie się kończy płyta i usiadła… za nią, walnęła się w belkę, obtarła rękę i usiadła prosto w watę mineralną. Ciężka noc przed nami.

Już z myślą o wizycie w środku przyszłego tygodnia przygotowaliśmy na pile parę desek do robienia podpórek. Agata wydała Romkowi dyspozycje i cali połamani, drapiąc się pojechaliśmy do Gdyni

 sobota, 25 czerwca 2005 r. · Mieszkanie · Brak komentarzy